tychy.info - świeże spojrzenie na miasto tychy.info

Świeże spojrzenie na miasto

Wiadomości

  • 30 stycznia 2018

Mija 15 lat od tragedii pod Rysami. Wspominamy tyskich licealistów

W cieniu niezwykle trudnych wydarzeń na Nanga Parbat wspominamy tragiczne wydarzenia 2003 roku, którego uczestnikami była grupa tyskich licealistów. W niedzielę minęło 15 lat od pamiętnego zejścia lawiny na Rysach.

Wycieczka górska na Rysy - 2003 · fot.


O dramacie rodziców uczniów I Liceum im. Leona Kruczkowskiego pamięta nie tylko każdy tyszanin, ale i znaczna większość Polaków. Do dziś w miejscu tragedii profesjonalni taternicy i miłośnicy gór palą znicze i modlą się za dusze zmarłych w strasznych okolicznościach nastolatków. „Daj nam wiarę w mrok i świt, daj hart tatrzańskich skał” - te słowa zostały wykute na pamiątkowej tablicy, która wisi na ścianie Liceum im. Kruczkowskiego. Widnieją na niej również nazwiska ofiar: Przemek Kwiecień, Szymon Lenartowicz, Andrzej Matyśkiewicz, Łukasz Matyśkiewicz, Justyna Narloch, Ewa Pacanowska, Artur Rygulski, Tomasz Zbiegień.

- Mija 15 lat, odkąd grupa młodzieży wraz z dwoma opiekunami wyruszyła, aby przeżyć wielką przygodę - zdobyć zimą Rysy. Ośmioro z nich nigdy z tej wyprawy nie wróciło. Ewa, Justyna, Artur, Szymon, Przemek, Łukasz, Andrzej i ich opiekun Tomasz zginęli pod lawiną. Te bolesne wspomnienia powracają co roku jak niezabliźniona rana. Ale powraca też potrzeba uczczenia pamięci tych, których już wśród nas nie ma. W tym roku Msza święta w intencji ofiar tragedii została odprawiona w kościele Świętej Rodziny 25 stycznia o godz. 10.00. Celebrował ją ks. abp senior Damian Zimoń, który w tamtym trudnym czasie udzielił społeczności Kruczka wsparcia duchowego - przekazuje społeczność uczniów i grono pedagogiczne tyskiego „Kruczka” w oficjalnym komunikacie.

Wycieczka górska na Rysy - 2003 · fot.


W styczniu 2003 grupa 21 nastolatków wraz z 22-letnim bratem jednego z uczniów pod opieką Mirosława Szumnego, nauczyciela geografii, szefa i założyciela klubu sportowego „Pion” postanowiła wyruszyć na zimową wyprawę na Rysy. 28 stycznia schodząca ze szczytu lawina zabrała 13 uczestników. Ośmioro zginęło, a ciała sześciorga siła lawiny wciągnęła pod taflę zamarzniętego Czarnego Stawu. Na ich wydobycie trzeba było czekać do wiosennych roztopów. Ich ciała wydobyto dopiero wiosną, gdy puściły lody.

Grupa wyruszyła w góry, mimo wcześniejszych ostrzeżeń dyżurującego dzień przed wypadkiem ratownika TOPR, Władysława Cywińskiego. 27 stycznia szczyt zdobyła pierwsza grupa młodzieży z Kruczka. Pozwoliły na to dobre warunki atmosferyczne. Wśród nastolatków znajdował się wówczas dzisiejszy tyski radny, Michał Kasperczyk. Na wyprawę pojechał zupełnie nieoczekiwanie, zastępując swojego kolegę, który złamał nogę.

- Przed snem mieliśmy jeszcze odprawę, w czasie której uczyliśmy się, jak korzystać ze sprzętu, jak się zachować podczas lawiny, itp. Wiedzieliśmy wszystko. Byliśmy dobrze przygotowani. Pogoda była piękna. Na szczycie posadziliśmy naszego klasowego misia z czekanem, porobiliśmy zdjęcia i w dół. Po powrocie opowiadaliśmy reszcie grupy, jak było pięknie, niejako zaostrzając im apetyt - wspomina.

Wycieczka górska na Rysy - 2003 · fot.


Warunki atmosferyczne przez noc zmieniły się jednak drastycznie. Zaczął padać deszcz, temperatura rosła. Michał Kasperczyk następnego dnia również planował wejście na górę. - Pogoda była trochę gorsza niż dzień wcześniej, ale nauczyciel poszedł do TOPR-owców, żeby zapytać, czy można wyjść w góry. Nie usłyszał zakazu - mówi.

Przy zdobywaniu szczytu grupa rozdzieliła się. Czworo osób - w tym nauczyciel - weszło stosunkowo wysoko, gdy na odcinku pod nimi ruszyły masy śniegu. Lawina zeszła samoistnie, pogrzebując kilkanaście osób. Przeżyć udało się tylko jednej dziewczynie, która została wydobyta spod śniegu stosunkowo szybko. W przeprowadzanej przy zagrożeniu lawinowym III stopnia akcji ratunkowej udało się dotrzeć do trójki osób. Oprócz Luizy, która doznała jedynie złamania ręki wydobyto również Przemka, który zmarł 2,5 miesiąca później w szpitalu i ciało innego chłopca - Łukasza. Dalsze poszukiwania ciał przez wiele miesięcy uniemożliwiały warunki atmosferyczne. Ratownicy TOPR-u po sposobie zejścia lawiny słusznie ocenili, że ofiary zostały wtłoczone z potężną siłą pod powierzchnię Czarnego Stawu. W tej sytuacji poszukiwania były niemożliwe. Rodzice tragicznie zmarłych uczniów musieli czekać z pochówkiem dzieci aż do wiosny. Ostatnie ciało - Justyny Narloch - wydobyto dopiero 5 miesięcy później, w czerwcu.

Wycieczka górska na Rysy - 2003 · fot.


Za sprowadzenie na uczniów Kruczka śmiertelnego niebezpieczeństwa praktycznie od razu obwiniony został kierownik wyprawy, dziś emerytowany nauczyciel geografii. - Nauczyciel zrobił to dla nas, bez niego pewnie większość z nas nie miała by takiej możliwości wyjścia w góry, byliśmy przygotowani i zabezpieczeni sprzętowo. Wspinaczka była z zachowaniem bezpieczeństwa postoje czy posiłki były w bezpiecznych dla nas miejscach. Natomiast pojawiła się kwestia, dlaczego nie było przewodnika TOPR. Trzeba jednak pamiętać, że to jest żywioł - nie ma znaczenia dla niego czy ktoś jest taternikiem czy nie, lawiny przecież nie zatrzyma - ocenia Michał Kasperczyk.

Rodzice ofiar w prowadzonym przez postępowaniu stawiali bardzo mocne zarzuty wobec Szumnego. Jeden z ojców, Andrzej Matyśkiewicz, który pod śniegiem stracił dwóch synów, a w sądzie był oskarżycielem posiłkowym, wnosił o karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Taki wyrok nauczyciel otrzymał po ponownym procesie, gdy Sąd Apelacyjny uchylił pierwszą karę roku więzienia w zawieszeniu. Szumny na końcowym procesie w dramatycznej przemowie przyznał się do winy, twierdząc, że miał świadomość ryzyka zejścia lawiny ze względu na szybko zmieniające się w ciągu poprzednich dni warunki pogodowe. Ciężar odpowiedzialności za śmierć ośmiu osób przygniótł go zupełnie.

Wycieczka górska na Rysy - 2003 · fot.


- Stracił w lawinie coś najcenniejszego - własne dziecko. Bądźmy ludźmi, przecież to nie było celowe, a rodzice przed wyjazdem podpisywali oświadczenia, że są świadomi z jakimi zagrożeniami wiąże się taki wyjazd. Nawet moja mama pytała czy wiem, że czasem z takich wyjazdów się nie wraca. Odpowiedziałem, że wiem i podpisała. Każdy był tego świadomy. A nauczyciela mi bardzo szkoda, zarażał nas pasją do gór - wspomina Michał Kasperczyk.

W Tychach nikt nie zapomina o tragedii, która wydarzyła się 15 lat temu. Dzisiejsi licealiści uczący się w „Kruczku”, którzy z racji wieku nie mają szans pamiętać starszych kolegów biorą udział w uroczystościach poświęconych pamięci zmarłych tragicznie nastolatków. Pod zamocowaną w rok po tragedii na ścianie liceum pamiątkową tablicą płoną znicze, każdego roku organizowana jest również specjalna msza święta.

joa / tychy.info

REKLAMA

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu tychy.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.